<title_newspaper=Sztandar Modych> 
<title_article=Uczy modych  to wielka rado> 
<author_1=Konstanty Kempa> 
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1951"> 
<month="4"> 
<date=1951-04-05> 
<period=d> 
<status=1_obieg> 
<support=paper> 
Skoro modzieowa gazeta poprosia starych, eby zabierali gos, to i ja odezw si. Mam za sob 32 lata murarskiego zawodu i szsty krzyyk na karku. No i pracuj w Nowej Hucie  z samymi modymi. Dlatego wanie zabieram gos.
Sam terminowaem u mistrza 7 lat. A chcecie, chopcy wiedzie jak ten termin wyglda? Przez 7 lat biegaem dzie w dzie po par razy po piwo do sklepiku, mieszaem wapno w skrzyni, a roboty murarskiej ani podpatrzy nie byo mona. I mistrzowi nie bardzo si dziwi. Sezon zaczyna si w kwietniu, koczy w pocztkach padziernika. Przez reszt roku trzeba byo sobie jako radzi  mj mistrz najmowa si wtedy za tragarza na warszawskim dworcu towarowym. Takie to byo ycie. Strach przed bezrobociem napdza strachu przed konkurentem.
Na koniec  zostaem murarzem. Stawiaem panom kamienicznikom domy, a sam byem bezdomny  bo czym zim opaca komorne, jeli pracuje si tylko latem? Zbudowaem na podwrku na Chodnej psi bud z desek i zamieszkaem z on i dzieciakami, ktre mary z wilgoci. Codziennie wdrowaem z Chodnej na Bielany  stawia pikne wille. Wdrowaem piechot, bo pienidzy na tramwaj byo szkoda. I najstraszniejsze wspomnienie, jakie mam ze swego dugiego ycia to tamto wyczekiwanie jesieni na pierwszy przymrozek, z ktrym koczy si robota i zaczyna si ebranie o cokolwiek  o zup magistrack albo o opat do odgarniania niegu. I tak 30 lat, rok po roku, jesie za jesieni.
Po wojnie, w 45 roku przyjechaem do Warszawy. Rozejrzaem si i pomylaem, e i szkoda roboty, bo i za sto lat i si nie odbuduje. Pi zaczem. Ale trzeba byo zarobi  poszedem jak na skazanie goymi rkami gruz odwala.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>

